Witajcie. ;) Wiem, że miałam niezły zjazd z terminem, ale szkoła średnia znacznie wykorzystuje mój czas na swoje problemy. ; ;
Na początek stwierdziłam, że zajmę się książką John'a Green'a, wielce wychwalaną. Z racji, że ma ona tylko jedną część, co aktualnie na rynku jest rzadko spotykane, można ją nieźle zrecenzować. Osobiście czytając wstęp jakoś zraziłam się do autora. Tak sucho oznajmił, że to całkowita fikcja. Zrobiło mi się głupio, nie wiem czemu. ;)
Dozgonna miłość Hazel i Gus'a daje miłość na piękną miłość nawet jeśli jesteś chory. Motywuje do działania, korzystania z życia, pochłaniania każdego możliwego doznania całym sobą. Po lekturze cały czas towarzyszy mi uczucie niesprawiedliwości. Chociażby jadąc autobusem miejskim czy stojąc na silnym mrozie. Fakt, iż narzekam i przeklinam w myślach tłoki i zimno... Kurczę, świadomość, że osoby chore na połowę tego co ja doświadczam nie mogą sobie pozwolić jest okropne.
Nieco oddaliłam się od tematu. Green ujął w książce to co najważniejsze. Przemyślenia Hazel są głębokie, nawet bardzo. Ogólnie jej postać jest pełna melancholii. Ta zmiana, która w niej następuje po poznaniu Gus'a... Z dziewczyny, która pogodziła się już ze swoją śmiercią zmienia się w normalną nastolatkę z rurkami w nozdrzach.
Augustus jest tym promyczkiem słońca w książce. Pozwala nam spojrzeć na chorobę z innej perspektywy. Zdajemy sobie sprawę, że chora może być każda osoba, którą mijamy na ulicy. Jego 'noga' choć sztuczna nie rzuca się w oczy (no, może prócz jazdy samochodem xd).
Poświęcenie życzenia przez Augustus'a było genialne, taki niesamowity zwrot akcji.
Końcówka książki spowodowała, że stanęła mi gula w gardle. Przemowy Izaaka i Hazel były niezwykłe, zwłaszcza Izaaka. A nagła śmierć Gus'a zniszczyła mnie psychicznie na kilka dni. Przez całą książkę byłam przygotowywana na to, że Gus będzie na pogrzebie Hazel i, że to on będzie mówił o niej. A tu... BOOM! Promyczek słońca zgasł, zostawiając iskierkę samą.
Ostatni gest Hazel, gdy położyła paczkę papierosów na trumnie... Super.
Cóż, wiem, że nie jest to recenzja z prawdziwego zdarzenia, ale... no. xd Chociaż szukałam to serio nie mogłam znaleźć czegoś złego prócz wstępu. Książką jest niesamowitym motywatorem. Dzięki niej zwracam uwagę na rzeczy, które wcześniej były dla mnie... niczym. Np. wschód słońca, ciepło promieni na ramionach, kruchość lodu, zimno śniegu, uderzenia deszczu o szybę... Mogłabym wymieniać i wymieniać.. Po prostu chce mi się żyć. :) x
+Następna recenzja ( albo nie recenzja ) pojawi się niebawem. Nie powiem kiedy dokładnie, ale niebawem. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz